Łatwo nie było
Tandem chcieliśmy kupić ze względu na nasz oryginalny ślub.
Myśleliśmy, że pójdzie szybko i bez problemów, bo odpowiedni i elegancki tandem znaleźliśmy dzięki wujkowi Google.
Był to gustowny, czarno-biały crusier Schwinna. Znaleźliśmy również sklep w którym ten rower się znajdował i decyzja została podjęta. Uznaliśmy jednak, że zakupu dokonamy na krótko przed ślubem. Skąd mogliśmy w tedy wiedzieć, że był to już ostatni w Polsce egzemplarz?
Po kliku miesiącach, przy okazji, przejechałam pół Warszawy aby rower obejrzeć, niestety rower sprzedał się parę dni wcześniej na… prezent ślubny.
Nadzieja na sprowadzenie ze Stanów kolejnego egzemplarza była bardzo nikła….
Ponieważ był on najważniejszym elementem całego naszego ślubnego pomysłu, więc zabraliśmy Ewę i czym prędzej wybraliśmy się do Berlina.
Wizyta w Berlinie była dramatyczna… W sklepie specjalizującym się w tandemach dowiedzieliśmy się, że niemiecki dystrybutor już ich nie sprowadza. Nie było też żadnego innego tandemu w tym stylu, a jedyną nadzieją jest wizyta u Clausa, który ma używane tandemy typu cruiser. Trochę oddalaliśmy od siebie konieczność odwiedzenia Clausa, gdyż w PedalPower pokazali nam jego stronę. Dlatego objechaliśmy mnóstwo innych sklepów rowerowych, w pewnym momencie gdy z zaplecza jednego z nich usłyszeliśmy opisujące ten tandem słowo sheisse wiedzieliśmy już, że musimy zweryfikować nasz pomysł. Gdy już dotarliśmy do Clausa uzyskaliśmy potwierdzenie naszych obaw. Claus jako alternatywę polecił nam tandem Electra ale z uwagi na jego cenę, szybko o nim zapomnieliśmy.
Wanda pełna obaw po raz kolejny przeszukała Internet. Odepchnęła od siebie szalone pomysły sprowadzenia podróbek tandemu z Chin i w końcu, gdy umarła już nadzieja… znalazła GO! Był to wściekle pomarańczowy tandem Fuji. Rano pełna odrodzonej nadziei wykonała stosowny telefon i oczywiście… tandemu już nie było…. Miły Pan szukał już takiego tandemu po całej Polsce dla swoich klientów i nic nie znalazł. Ale przekazał mi bardzo ważną informację. Dystrybutor z Jeleniej Góry zostawił jeden egzemplarz dla siebie. Przekonanie dystrybutora, aby pożegnał się już z tym wspaniałym rowerem, zakończyło się sukcesem (za co bardzo dziękujemy!) i po kilkunastu dniach dotarła do nas wielka paczka z naszym nowym rowerem.
Teraz to już tylko przyjemność
Odpowiednie przygotowanie go do ślubu miało być tylko przyjemnością, ale ile my się przy tym narobiliśmy. Projekt, kolorystyka, dodatki, nowe opony, siodełka, dzwonki, lusterka, rączki… i mnóstwo innych rzeczy do wykonania. Ale było warto, tak przynajmniej mówią nasi znajomi. Zrobiliśmy z niego prawdziwego klasyka, eleganta wśród innych rowerów, króla szos…
Obecnie wygląda tak:
Natomiast teraz… to już tylko przyjemność, czyli możliwość jego użytkowania. Prowadzi się zupełnie inaczej od zwykłych rowerów – jakby płynął po drodze. Jedynym mankamentem jest zawracanie, ale kto by patrzył na takie szczegóły…
