Gdy tuż przed 16 wjeżdżaliśmy na plac, jak ręką odjął przestało padać. Ze względu na nieprzyjazną aurę powitało nas (tylko) kilkudziesięciu rowerzystów, którzy tak jak my nie dali pogodzie za wygraną, a  także drugie tyle naszych gości i liczne grono… fotoreporterów. Spodziewaliśmy się telewizji, radia, gazet, ale takiego tłumu ludzi z aparatami nie przewidywaliśmy. Na słońce w tym dniu już za bardzo nie liczyliśmy, ale na placu i tak było niezwykle kolorowo. Wszystko za sprawą Rowerowego Szczecina, którego jesteśmy członkami. Pomagając nam w przygotowaniach podczas silnie padającego deszczu dmuchali balony i przygotowywali miejsce zgromadzenia. Choć i oni w tym dniu mieli chwile słabości oraz tak jak i my byli pełni obaw o pogodę, spisali się jak zwykle – znakomicie! Na miejscu jeszcze krótkie wywiady, poza do zdjęcia, konkurs dla przybyłych rowerzystów, krótkie podziękowania za to że są z nami i w drogę.
Od samego początku eskortowała nas policja, a przez całą drogę towarzyszyły nam uśmiechy przechodniów, klaksony równie rozentuzjazmowanych kierowców samochodów oraz biegający gdzieniegdzie fotoreporterzy. Było fantastycznie, a do tego chmury jakby zaczęły się przerzedzać. Po drodze jeszcze wspólna fota w Parku Kasprowicza i kilkanaście minut przed czasem dotarliśmy do Ogrodu Różanego. Szybkie załatwienie ostatnich formalności z Kierownikiem USC, jeszcze kilka pytań od natrętnych dziennikarzy (najbardziej wścibskiego świadkowe postanowiły pogonić), zajęcie miejsca przez gości i przyszedł czas na nas. Razem z Kasią i Jolą, my na tandemie i one na swoich małych kolorowych składakach wjechaliśmy główną aleją do Ogrodu Różanego, by zająć honorowe miejsca. Ogród tego dnia wyglądał niesamowicie. Mnóstwo gości, kwitnące róże i do tego zapach powietrza po deszczu. Ale największe wrażenie robiło miejsce ceremonii, na którym z oddali było widać godło, wielkiego i dumnego orła, symbol naszego Państwa. Na sam widok ciarki przechodziły po plecach, a łzy wzruszenia napływały do oczu. Ale nie czas był na sentymenty, ta chwila miała dopiero nadejść. Przejechaliśmy pomiędzy alejkami oraz całym mnóstwem krążących wokół fotoreporterów, którzy okalali nas z każdej strony, niczym mrówki. Przed miejscem ceremonii uroczyście powitał nas Kierownik USC i wprowadził na przeznaczone dla nas miejsce. Krótkie przemówienie w podniosłej atmosferze, jeszcze ostatnie pytanie czy na pewno tego chcemy i po wspólnej przysiędze w… promieniach świecącego (jakby specjalnie dla nas) słońca i przy akompaniamencie skrzypiec, na których przygrywała nam nasza siostrzenica Zuzia, włożyliśmy sobie obrączki na znak naszej miłości. Jeszcze kolejna seria bijących po oczach fleszy i już razem z naszymi gośćmi przenieśliśmy się na pobliską polanę, by raczyć się weselnym tortem. Ogrom życzeń, uśmiechniętych twarzy naszych przyjaciół, wspólnych zdjęć, spora porcja tortu i… dalej w drogę. Wieczorem czekała nas jeszcze zabawa, podczas której zrobiono nam iście rowerowe oczepiny. Kawalerowie i panny tym razem stali skupieni w środku, a my jeżdżąc na tandemie dookoła nich, rzucaliśmy kwiatami i krawatem. To był wspaniały dzień. Dzień pełen wrażeń, pięknych chwil, napięcia, wzruszeń, emocji, a co najważniejsze zakończony tak, jak to sobie wymarzyliśmy – z happy endem.
Wszystkim osobom, które zaangażowały się w organizację tego niezwykłego dla nas wydarzenia pragniemy jeszcze raz gorąco podziękować, a w szczególności naszym rowerowym gościom i Rowerowemu Szczecinowi. Bez Was ten ślub nie byłby taki wyjątkowy. Natomiast innym równie szalonym i zwariowanym jak my rowerzystom, którzy dopiero staną przed decyzja małżeńską, życzymy odwagi i sukcesów w organizacji równie nietypowego, ślubnego rowerowego szaleństwa. Bo dla tych fantastycznych chwil – było warto.