Będąc w Chełmie (na weselu u Patryka) Wandzie w hotelu nie umknęła tablica “nice place” z ciekawymi miejscami z całej Polski. Znalazła na niej Muzeum Nietypowych Rowerów w Gołębiu koło Dęblina. A że było tylko dwie i pół godziny drogi pociągiem z Chełmna, postanowiliśmy się tam wybrać w niedzielę po sobotniej zabawie. Nie przewidzieliśmy tylko, że ze stacji, mieszczącej się za miasteczkiem, będzie do celu kilka ładnych kilometrów. Idąc z walizką po ulicy czuliśmy się dość nieswojo, jak jacyś walizkowi turyści.

Po prawie godzinie marszu dotarliśmy na miejsce. Sympatyczny Pan, właściciel muzeum opowiedział nam na początku w interesujący sposób, o historii powstania roweru. Następnie czekała nas część praktyczna, czyli przejażdżki na rowerach jego autorstwa. Był mini bicykl, kilka niezwykłych poziomów, tandem, rower napędzany poprzez przysiady, rower z ośką nie znajdującą się w samym środku koła, no i przede wszystkim rower cyrkowy. Zabawy cała masa, miejsce które warto odwiedzić.

Ponieważ musieliśmy jeszcze wrócić do Szczecina, po godzinie mile spędzonego czasu nadszedł czas powrotu. A że tego dnia odbywała się tam miejscowa impreza, Wanda na odchodne musiała jeszcze zatańczyć z właścicielem. Szybko udaliśmy się na przystanek autobusowy, aby dostać się do Dęblina, skąd mieliśmy pociąg do Warszawy, by stamtąd dojechać się już do Szczecina. Autobus nie przyjechał, więc zaczęliśmy łapać stopa. Po kilku minutach, jako że nikt się nie zatrzymywał byliśmy jakby nieco zrezygnowani, a czas naglił. Na nasze szczęście jechała tą drogą Agnieszka z Warszawy, która postanowiła specjalnie zawrócić by nas zabrać. Jeszcze raz wielkie dzięki :) Pierwsze pytanie, gdzie. My, że do Dęblina. No to wsiadajcie, jadę do Warszawy, a to po drodze. My na to, że w zasadzie to my także do Warszawy, tyle że mieliśmy jechać pociągiem z Dęblina… I tak oto droga do Warszawy minęła nam w miłej i sympatycznej atmosferze na rozmowie z Agnieszką.

W Warszawie zostało nam już tylko poczekać 4 godzinki na pociąg, który jakby tego było mało spóźnił się o godzinę. Nocka w pociągu na siedząco, a rano „rześcy i wypoczęci” udaliśmy się do pracy.